AI do urzędów listy pisze. Co może zrobić urząd z zalewem pism generowanych przez sztuczną inteligencję?
22 września 2026
Skarga na nieopróżniony kosz na śmieci, która objętością i tonem przypomina apelację sądową. Dziesięć stron drobiazgowego wywodu, orzecznictwo sprzed dekady niemające związku ze sprawą, a na samym dole niedopatrzenie wklejającego: zostawione w treści polecenie dla generatora AI.
Dla wielu urzędników i sędziów to już nie internetowa anegdota, lecz powszechna codzienność. Badacze zjawisk cyfrowych nazwali ten proces agentic flooding — zalewem usług publicznych pismami generowanymi przez sztuczną inteligencję. W praktyce mechanizm jest bezwzględnie prosty: koszt wygenerowania wielostronicowego pisma z pozorem prawniczej powagi spadł niemal do zera. Wystarczy darmowy czatbot, minuta wolnego czasu i kilka kliknięć.
Problem w tym, że po drugiej stronie biurka koszt rozpatrzenia sprawy nie spadł ani o grosz. Urzędnik ma ustawowe terminy, rygory Kodeksu postępowania administracyjnego i osobistą odpowiedzialność za podpisane rozstrzygnięcie. Pisma nie może zignorować ani odłożyć na bok.
Poniżej analizujemy, co o skali tego zjawiska mówią twarde dane z Polski i ze świata, dlaczego próby technicznego „wykrywania AI” to ślepa uliczka i jak samorząd może realnie przywrócić równowagę po własnej stronie.
Skąd wziął się ten zalew i dlaczego to nie jest chwilowa anomalia
Przed upowszechnieniem ogólnodostępnych generatorów tekstu sformułowanie oficjalnego pisma wymagało od mieszkańca realnego nakładu pracy. Trzeba było usiąść, uporządkować myśli, sprawdzić przepisy albo skonsultować się z prawnikiem. Ta naturalna bariera wysiłku działała jak filtr: pisma były w większości zwięzłe, a na spory o drobne uciążliwości decydowali się nieliczni.
Darmowe narzędzia AI zlikwidowały tę barierę jednym cięciem. W kilka sekund potrafią przekształcić krótką emocję w wielostronicowy memoriał naszpikowany paragrafami, wyrokami i kwiecistą argumentacją. Dokument sprawia wrażenie profesjonalnego, więc mieszkaniec bez wahania przesyła go do urzędu.
Skala tego zjawiska została już zmierzona. W badaniu Characterizing Agentic Flooding of Government Services (Schmitz, Hammond, Chan, sierpień 2026; Hertie School / GovAI) zebrano 84 udokumentowane przypadki z 11 krajów, w których instytucje publiczne same przypisały gwałtowny wzrost liczby lub objętości pism sztucznej inteligencji.
Najmocniej dotknięte obszary to wymiar sprawiedliwości (23% przypadków), skargi do organów regulacyjnych (12%) oraz procedury przyznawania świadczeń (11%). W Wielkiej Brytanii odnotowano pisma procesowe liczące ponad 4000 stron. W Australii rząd zaczął rozważać przywrócenie opłat za wnioski o informację publiczną, by ratować urzędy przed paraliżem. W Japonii samorządy zmuszone były blokować po adresach IP masowe zgłoszenia w konsultacjach społecznych.
Warto przy tym zwrócić uwagę na kluczowy fakt: w 87% badanych przypadków za zalewem pism stał zwykły, darmowy czatbot, a nie zaawansowani, autonomiczni „agenci” badający sprawę. O barierze wejścia zadecydowała sama dostępność prostych narzędzi, a nie ich wyrafinowanie technologiczne.
Brytyjska spirala eskalacji
Najbardziej jaskrawy obraz sytuacji przynoszą dane z Wielkiej Brytanii. Liczba skarg wpływających do rzecznika ds. mieszkalnictwa (Housing Ombudsman) wzrosła z około 1700 do blisko 7000 rocznie. Organ nadzoru nad adwokaturą (Bar Standards Board) odnotował w ostatnim roku 25-procentowy skok liczby skarg i wprost powiązał go ze sztuczną inteligencją. Przed trybunałem ds. zatrudnienia (Employment Tribunal) na rozpatrzenie czeka już ponad 65 tysięcy spraw.
Deborah Evans, szefowa stowarzyszenia brytyjskich prawników samorządowych Lawyers in Local Government, zwraca uwagę na zjawisko spirali eskalacji. Mieszkaniec, który otrzymuje merytoryczną odpowiedź z urzędu, nie analizuje jej sam – wkleja ją z powrotem do darmowego czatbota z poleceniem: „wytknij uchybienia proceduralne, znajdź luki prawne i przygotuj polemikę”. Każda kolejna odpowiedź urzędu generuje pismo jeszcze dłuższe, ostrzejsze i bardziej roszczeniowe.
Doświadczenia z Niemiec: halucynacje w sądach socjalnych
Bardzo podobny mechanizm widać w Niemczech. Prezes Federalnego Sądu Socjalnego (BSG), wskazuje na blisko 50-procentowy wzrost liczby postępowań pilnych w sądach socjalnych w wielu landach w 2025 roku. Sądy socjalne stały się pierwszym celem, ponieważ wniesienie skargi jest tam bezpłatne i nie wymaga pomocy adwokata.
Znamienna jest jednak odpowiedź, którą postuluje prezes BSG. Zamiast administracyjnych zakazów proponuje dwa rozwiązania: przejrzyste informowanie obywateli, jak prosto złożyć wniosek, oraz wyspecjalizowane prawnicze narzędzia AI do weryfikacji faktów po stronie sądu. Decyzja pozostaje przy sędzim, ale to dedykowana technologia ma zdjąć z niego ciężar przedzierania się przez zmyślone wyroki.
Polskie realia: prompty w pismach i skok w statystykach
W Polsce proces ten dopiero nabiera tempa, ale sygnały są czytelne. Jak podawała Polska Agencja Prasowa w sierpniu 2026 r., Regionalna Izba Obrachunkowa w Opolu przyjęła 33 wnioski w 2024 roku, 58 w 2025 roku i aż 69 w samym tylko pierwszym półroczu 2026 roku. O lawinowo rosnącej liczbie schematycznych pism mówią też urzędy centralne i magistraty dużych miast.
Urzędnicy wskazują na powtarzający się zestaw cech: nienaturalna objętość, agresywne formatowanie z pogrubieniami całych akapitów, losowe wyroki bez związku ze sprawą oraz znamienne niedopatrzenia — polecenia promptowe pozostawione na początku lub na końcu dokumentu.
Dlaczego wykrywanie AI to ślepa uliczka
Naturalnym odruchem wielu instytucji bywa próba technicznego odgrodzenia się: „skoro zalewają nas pisma z darmowych czatbotów, kupmy oprogramowanie do wykrywania AI i odrzucajmy takie wnioski”.
To podwójna pułapka — prawna i operacyjna.
1. Brak jakiejkolwiek podstawy prawnej
Żaden polski przepis nie pozwala odrzucić podania, skargi czy petycji z tego powodu, że w ich zredagowaniu pomogła sztuczna inteligencja.
Kodeks postępowania administracyjnego w art. 63 § 2 i 3 precyzyjnie określa wymogi podania: wskazanie osoby wnoszącej, jej adresu, żądania oraz podpis (tam, gdzie jest wymagany). Braki formalne usuwa się w trybie art. 64 § 2 k.p.a. poprzez wezwanie do ich uzupełnienia w terminie 7 dni — pod rygorem pozostawienia podania bez rozpoznania, a nie jego unieważnienia. Ustawa o petycjach pozwala pozostawić sprawę bez biegu wyłącznie wtedy, gdy brakuje oznaczenia podmiotu wnoszącego lub miejsca zamieszkania (art. 7 ust. 1). Z kolei wniosek o dostęp do informacji publicznej z założenia jest całkowicie odformalizowany.
Organ administracji publicznej ma obowiązek oceniać, kto składa pismo i czego żąda, a nie w jakim edytorze lub przy pomocy jakiego narzędzia powstał tekst. Odrzucenie wniosku „z powodu wykrycia AI” byłoby rażącym naruszeniem prawa procesowego i prostą drogą do przegranej w sądzie administracyjnym.
2. Techniczna ułomność detektorów
Detektory tekstu generowanego przez AI opierają się na statystycznej przewidywalności słów. W praktyce:
- Generują mnóstwo fałszywych trafień, bezpodstawnie oznaczając jako „maszynowe” teksty pisane poprawnym, sztywnym językiem prawniczym lub urzędowym.
- Są całkowicie bezradne wobec prostej modyfikacji polecenia (np. „przepisz to potocznym językiem”).
- Urząd opierający swoje rozstrzygnięcia na takich narzędziach naraża się na kompromitację i zarzuty arbitralności. Zakup detektorów to strata publicznego budżetu, która nie przynosi pracownikom żadnej oszczędności czasu.
Jak urząd może przywrócić równowagę: dwie linie obrony
Skoro podnoszenie formalnych progów (wprowadzanie opłat czy restrykcyjnych limitów) wymagałoby zmian ustawowych i ograniczało dostęp obywateli do państwa, jedyną realną drogą dla samorządu jest budowa zdolności obsługowej.
Jeśli technologia obniżyła koszt wysłania pisma po stronie mieszkańca, urząd musi użyć technologii, aby obniżyć koszt i czas jego obsługi po swojej stronie.
W praktyce oznacza to dwa zintegrowane rozwiązania.
Na wejściu: asystent mieszkańca na stronie urzędu
Znaczna część pism, skarg i petycji wcale nie wynika z chęci prowadzenia sporu, lecz z zagubienia. Obywatel szuka informacji: jakie dokumenty złożyć, w jakich godzinach przyjmuje wydział, jak wygląda procedura albo na jakim etapie jest sprawa. Nie mogąc znaleźć odpowiedzi na stronie Biuletynu Informacji Publicznej, sięga po darmowy czatbot, a ten z prostej prośby o informację tworzy wielostronicowe, roszczeniowe pismo.
Wdrożenie na stronie urzędu asystenta mieszkańca pozwala rozbroić ten problem u źródła. Narzędzie, które w naturalnym języku odpowiada na codzienne pytania przez całą dobę, sprawia, że w wielu przypadkach formalny wniosek w ogóle nie powstaje. Mieszkaniec otrzymuje precyzyjną informację od ręki, a referat nie zostaje obciążony kolejną sprawą.
Z punktu widzenia zgodności z prawem kluczowe są dwa warunki:
- Zgodnie z art. 50 unijnego AI Act system musi jasno i wyraźnie informować użytkownika, że wchodzi w interakcję ze sztuczną inteligencją.
- Narzędzie musi gwarantować pełne bezpieczeństwo danych mieszkańców — nie może przekazywać zapytań do publicznych modeli ani wykorzystywać ich do trenowania zewnętrznych algorytmów.
Na wyjściu: bezpieczny asystent dla urzędnika
Nawet przy najlepszej obsłudze na wejściu skomplikowane i obszerne pisma i tak wpłyną do urzędu. I to właśnie tutaj powstaje największy zator.
Najbardziej czasochłonnym elementem pracy z pismami z darmowych czatbotów jest weryfikacja halucynacji prawnych. Ogólnodostępne modele językowe tworzą konstrukcje, które brzmią niezwykle wiarygodnie, ale cytują nieistniejące wyroki sądów, uchylone artykuły ustaw lub nieaktualne brzmienie rozporządzeń. Urzędnik nie może ryzykować — podpisując się pod odpowiedzią, ponosi pełną odpowiedzialność prawną i majątkową, więc musi każdą podstawę sprawdzić.
W tym miejscu kluczową rolę odgrywa dedykowany asystent AI dla pracownika administracji:
- Analiza i wskazanie podstaw prawnych: zamiast przeszukiwać bazy przepisów „na piechotę”, urzędnik weryfikuje argumentację pisma w oparciu o aktualne akty prawne i orzecznictwo sądów administracyjnych — zawsze ze wskazaniem konkretnej podstawy prawnej i artykułu.
- Syntetyzowanie treści: asystent w kilkanaście sekund wyodrębnia z dziesięciostronicowego elaboratu faktyczne żądanie wnioskodawcy, oddzielając sedno sprawy od wygenerowanego przez maszynę szumu.
- Projekt odpowiedzi: narzędzie pomaga przygotować roboczy szkic pisma urzędowego, skracając czas redakcji z godzin do minut.
W tym modelu obowiązuje twarda zasada: AI wspiera, człowiek decyduje. Narzędzie przygotowuje materiał pomocniczy, ale ostateczna ocena, weryfikacja i podpis zawsze należą do urzędnika.
Co istotne, ta zasada ma bezpośrednie konsekwencje prawne. Zgodnie z art. 50 AI Act obowiązek oznaczania treści generowanych przez sztuczną inteligencję nie ma zastosowania do dokumentów w sprawach indywidualnych, które zostały merytorycznie sprawdzone przez człowieka i za które organ ponosi pełną odpowiedzialność redakcyjną. Weryfikacja przez pracownika to więc nie tylko ochrona przed błędem, ale też element, który porządkuje stan prawny dokumentu.
Co z tego wynika dla urzędu
Zalew pism generowanych przez sztuczną inteligencję to trwała zmiana rzeczywistości urzędowej, a nie chwilowa anomalia. Koszt wygenerowania tekstu spadł do zera i nie wróci do dawnego poziomu.
Próby odgrodzenia się zakazami czy zawodnymi detektorami nie przyniosą rezultatu, bo prawo na to nie pozwala. Jedyną racjonalną odpowiedzią jest wyrównanie szans: obniżenie kosztu obsługi po własnej stronie, natychmiastowe wyjaśnianie spraw mieszkańcom, zanim przerodzą się w pisma, oraz wyposażenie pracowników w bezpieczne narzędzia, które sprawdzają przepisy, podają paragrafy i pozwalają przygotować odpowiedź bez paraliżu codziennej pracy.
Obu tym rozwiązaniom poświęciliśmy webinarium „Bezpieczne AI w administracji publicznej“, które odbyło się 24 września 2026 r. Pokazaliśmy na nim asystenta dla urzędnika (NEON Public) oraz asystenta dla mieszkańców. Nagranie i odpowiedzi na pytania uczestników: zobacz wpis.
Źródła: C. Schmitz, L. Hammond, A. Chan, „Characterizing Agentic Flooding of Government Services“, arXiv:2608.16603 (17.08.2026) — arxiv.org; dane brytyjskie i wypowiedzi (Housing Ombudsman, Bar Standards Board, Employment Tribunal, D. Evans) — The Telegraph (07.09.2026), w polskim omówieniu Business Insider Polska (L. Goss, 11.09.2026) i Gazeta Prawna (14.09.2026); Niemcy — wywiad z prezes Federalnego Sądu Socjalnego, Anwaltsblatt (25.08.2026); dane polskie (RIO w Opolu, urzędy miejskie) — PAP/DGP za Portalem Samorządowym (04.08.2026) i Spider’s Web (04.08.2026); ustawa z dnia 14 czerwca 1960 r. – Kodeks postępowania administracyjnego (art. 63, 64); ustawa z dnia 11 lipca 2014 r. o petycjach (art. 7); ustawa z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej; rozporządzenie (UE) 2024/1689 (AI Act), art. 50.
Najczęstsze pytania
- Czy urząd może odrzucić wniosek, skargę lub petycję tylko dlatego, że napisała je sztuczna inteligencja?
- Nie. Ani Kodeks postępowania administracyjnego, ani ustawa o petycjach, ani ustawa o dostępie do informacji publicznej nie znają takiej przesłanki. Pismo ocenia się według wymogów formalnych (kto je składa, czego żąda, podpis tam, gdzie jest wymagany) oraz według treści. Narzędzie, w którym powstało, nie ma znaczenia prawnego.
- Czy warto wdrażać narzędzia do wykrywania tekstów pisanych przez AI?
- Nie. Nawet trafne wykrycie niczego nie zmienia, bo urząd nie ma podstawy prawnej, by takie pismo potraktować inaczej. Detektory tekstu są zawodne, dają fałszywe trafienia przy poprawnej polszczyźnie urzędowej, a ich działanie łatwo obejść. Urząd naraża się na zarzuty proceduralne i nie zyskuje czasu.
- Jak urząd może w praktyce ograniczyć obciążenie pismami generowanymi przez AI?
- Działając na obu końcach procesu. Na wejściu: asystent mieszkańca na stronie urzędu odpowiada na powtarzalne pytania, zanim staną się formalnym wnioskiem. Na wyjściu: bezpieczny asystent prawny dla urzędnika skraca czas analizy i przygotowania projektu odpowiedzi. Treść zawsze weryfikuje i podpisuje człowiek.
- Czy odpowiedź urzędu przygotowana przy wsparciu AI wymaga oznaczenia zgodnie z AI Act?
- Nie, jeśli weryfikuje ją i podpisuje urzędnik. Obowiązek ujawniania treści generowanych przez AI (art. 50 AI Act) dotyczy publikacji w sprawach interesu publicznego. Nie ma zastosowania, gdy treść sprawdził człowiek, a organ ponosi za nią pełną odpowiedzialność prawną i redakcyjną.